Ponad 70 kamieni nagrobnych i wiatrak, który znów miele. Mały Holender z bliska

Ponad 70 kamieni nagrobnych i wiatrak, który znów miele. Mały Holender z bliska

FOT. Starostwo Powiatowe w Elblągu

Kamienne nagrobki z wyrytymi znakami gospodarstw, gorące bułeczki z makiem i mały wiatrak pracujący na wietrze – taki obraz Małego Holendra poznali uczestnicy wycieczki z Warsztatów Terapii Zajęciowej w Tolkmicku. Wizyta połączyła opowieść o historii Żuław z gotowaniem, zwiedzaniem i wspólnym posiłkiem. Najwięcej uwagi przyciągnęło lapidarium, w którym zgromadzono ponad 70 polnych kamieni nagrobnych.

  • Kamienie sprowadzane na Żuławy były warte niemal tyle co złoto
  • Mietek przypomina, do czego służyły żuławskie wiatraki
  • W domu podcieniowym historia ma zapach świeżego ciasta

Kamienie sprowadzane na Żuławy były warte niemal tyle co złoto

Podczas pobytu w zagrodzie uczestnicy zostali podzieleni na dwie grupy. Jedna zajęła się pieczeniem drożdżowych bułeczek według starej żuławskiej receptury pod kierunkiem Mai Rausch-Purzyckiej. Druga, oprowadzana przez Marka Opitza, zwiedzała Cmentarz Jedenastu Wsi, poznawała historię wiatraka Mietka, brała udział w zajęciach „na wodzie” i próbowała raków. Później grupy zamieniły się rolami.

Najmocniejszym punktem historycznej części wycieczki okazało się lapidarium utworzone w 2006 roku przez miłośników historii z Klubu Nowodworskiego. Zabezpieczone tam zabytki sepulkralne wcześniej mogły zostać zniszczone albo zagubione. Wśród nich znajduje się ponad 70 polnych kamieni nagrobnych – według opisu to najliczniejsza obecnie kolekcja tego typu w Europie.

Na kamieniach wycinano krótkie inskrypcje, inicjały, daty, informacje o wieku zmarłego oraz gmerki, czyli indywidualne znaki przypisane gospodarstwom. Choć taki sposób upamiętnienia mógł wydawać się prosty, na Żuławach zdobycie kamienia wymagało wysiłku. Na nizinnych terenach Delty Wisły głazy były rzadkością, dlatego sprowadzano je między innymi z Wysoczyzny Elbląskiej.

To wyjaśnia, dlaczego zwykły z pozoru kamień nabierał tam szczególnej wartości. Zwiedzający oglądali głazy o naturalnych kształtach, a także egzemplarze przypominające serca. Na jednym z elementów zachowała się inskrypcja „ANNO MI [gmerk] BH 1754”.

Mietek przypomina, do czego służyły żuławskie wiatraki

Niewielki wiatrak holenderski, nazwany Mietkiem, został zrekonstruowany w 2024 roku przez Macieja Kuroczka. Konstrukcja może pracować przy sprzyjającym wietrze i służyć do mielenia. Gdy podmuchy są zbyt słabe, na śmigła zakłada się żagle zwiększające siłę obrotu.

Dawne wiatraki na Żuławach miały jednak znacznie szersze zastosowanie. Oprócz urządzeń przemiałowych działały wiatraki pompowe, które pomagały odwadniać poldery. Każda obwałowana wieś miała ich od trzech do sześciu. W 1818 roku na Żuławach Malborskich odnotowano 124 wiatraki odwadniające i 35 przemiałowych.

Większość tych budowli zniknęła z krajobrazu. Ich wygląd można dziś odtworzyć dzięki archiwalnym fotografiom, pocztówkom oraz zachowanym rekonstrukcjom. O żuławskich wiatrakach pisał Tomasz Słomczyński:

„Rzeczywiście, kiedyś stało ich tu sporo” – przypominał, opisując urządzenia, które często nie mieliły zboża, lecz odwadniały teren.

Jak wynika z przywołanej publikacji, do dziś w pierwotnych miejscach zachowały się dwa takie wiatraki – w Drewnicy i Palczewie. Kolejny, przeniesiony z Wyszogrodu, znajduje się w Mokrym Dworze. Mietek w Cyganku-Żelichowie należy do najmłodszych i najmniejszych obiektów tego typu. Dzięki niemu odwiedzający mogą zobaczyć nie tylko symbol Żuław, lecz także mechanizm związany z codziennym funkcjonowaniem dawnych gospodarstw.

W domu podcieniowym historia ma zapach świeżego ciasta

Po zakończeniu pieczenia uczestnicy poznali wnętrze żuławskiego domu podcieniowego. Maja Rausch-Purzycka opowiadała o dawnym układzie pomieszczeń i o tym, jak zmieniało się ich przeznaczenie. W jednym z miejsc odkryto aż 20 warstw tapet. Wnętrza ozdabiano intensywnymi kolorami – między innymi żółtym, czerwonym i lazurowym – aby przełamać szarość częstą w zamglonym żuławskim krajobrazie.

Podczas zwiedzania można było zobaczyć polichromowane stropy, stare meble, monidła, naczynia oraz dwa piece z ozdobnymi koronami. Uczestnicy dotykali wyposażenia domu i wpisali się do księgi pamiątkowej. Równolegle przygotowane wcześniej bułeczki posypane makiem lub sezamem trafiły na stół, podobnie jak inne regionalne potrawy.

Na zakończenie wszyscy usiedli przy dwóch prostokątnych stołach. Posiłek nawiązywał do dawnego sposobu życia i wykorzystywania tego, co dawało gospodarstwo oraz otoczenie. Wśród serwowanych produktów znalazły się także raki, a dania kuchni żuławskiej były wcześniej prezentowane między innymi w radiowej Trójce, magazynie „Twój Styl”, programie „Pytanie na śniadanie” TVP2 oraz regionalnej telewizji Żuławy.

Wycieczka została zorganizowana dla uczestników i kadry Warsztatów Terapii Zajęciowej w Tolkmicku. Za przyjęcie odpowiadali Marek Opitz, Maja Rausch-Purzycka oraz Anna Krakowska, która na co dzień kieruje Małym Holendrem. Połączenie lapidarium, działającej rekonstrukcji wiatraka, warsztatów kulinarnych i zwiedzania domu podcieniowego sprawia, że podczas jednej wizyty można poznać kilka różnych warstw dziedzictwa Żuław – od techniki odwadniania pól po codzienną kuchnię dawnych mieszkańców.

na podstawie: Powiat Elbląski.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Starostwo Powiatowe w Elblągu). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji